Oxana
specjalnie dla Mleka:
pragnienia
w żalu cierpieniach
w snu niespełnieniach
i znowum sama
ciągle złamana
w sztuki ramiona
lekko wtulona
boję się, klękam
o winach pamiętam
spowiadać się chcę
a Ciebie już nie
już nie znać
nie kochać
nie płakać
nie szlochać
już tylko dla siebie
a Lete dla Ciebie
niech wody pochłoną
a ciała ochłoną
niech nic już nie boli
niech ginie powoli
zima w mieście lato w sercu
chłód klimatyzatora
na me gorące serce
w rozterce
na me ciało
co płonie
na me dłonie
na skronie
pragnienie
wyrwać się ze szponów
nieścinanych paznokci
na jego rękach grubych
i rolniczych!
ych!
wieczorami dąży
żebym była w ciąży
letnia jesień
deszcz lipcowy po szybie spływa
jak łza po policzku
który nie zazna dotyku
dłoni upragnionej
zimno przeszywa
telefon milczy
samotność najgorsza bywa latem
erotyk
tyk tyk tyk
zegar życia
twój dotyk
wplątałeś się we mnie
jak pająk
czaisz się w każdym zagięciu
mruczysz kołysanki
a ja krzyczę
i oblizuję spuchnięte wargi
tak tak tak
do bezrobotnego męża
nie chcę już patrzeć na twoją onanię
od tego zawsze głowę mam jak banię
znajdź sobie szybko jakieś lepsze zajęcie
lub odejdź natychmiast, odwróć się na pięcie
do ciebie
nie mogę już słuchać
tych twych wymiotów
choć poza nimi
brak ci przymiotów
miłość
chłopak mój wielorybek
nie było ciebie tyle lat
przyrządził mi podgrzybek
aż się w kuchni spalił blat
oj bladł
...miłość w rytmie hardrock... [berliński cykl]
oparty o ścianę
rękami sięgasz nieba
nie zaznam dotyku twego
o chryste nieukrzyżowany
golgoto pochlon me serce
pustka ogarnia
została tylko łza
na policzku
samotna
jak ja
tajfun
ach powroty
bez cnoty
w sromoty
ramiona
ach ogniu
mych grzechów
w przypływie uśmiechów
spalaj mnie
zwęglone już ciało
i ciągle za mało
Tobie
niech burza nad głową
i Anioł nad Tobą
przebaczyć chcę
nie winić Cię
poemat na temat
Twoje potężne balony
bujają się jak pompony
smagane wiatrem z północy
spędziłaś ze mną z pół nocy
przyznaję, bawiłem się Tobą
a Ty przecież moją ozdobą
zdobywałaś i szczyty i góry
wzbijałaś mą rozkosz pod chmury!
chlapaliśmy się w kroplach miłości
brodziliśmy w strumieniach czynności
ludzkimi się nam one zdawały
lecz potem zrobiłem się mały
i horror i strach i udręka
na próżno zaprzęgnięta ręka
czy to już jest koniec tej nocy?
ze zmysłów już nic nie wybroczy!
co mógłbym tu jeszcze powiedzieć?
pachniałaś ty dla mnie jak śledzie!
makrela z mórz wyciągnięta
zła płaszczka przygniła i wzdęta!
odeszłaś nim świt wzbił się dumnie
nie dążysz już ku mnie po gumnie
więc zmieniam swych żądz lokowanie
wśród chłopców mnie szukaj!
....jeśli mnie szukasz,
kochanie...
moje serce world trade center
Dwie Wierze
te jednak kościelne
lecz gdyby nawet w
centrum sakro-manhattanu mierzyć mi przyszło
wiedząc, że w zamian ty pojawisz się blisko
zderzyłabym choćby boeninga nr zapomniany
ten jednak ze stali
szalona
tańczę szalona w liściach jesiennych
gubię po drodze perły diamenty
ty na mnie lecisz
penis twój wzlata
też
wtem się dobieram do tego cudu
dwadzieścia centymetrów w mych
ustach truskawkowych
i ptasie mleczko tryska wulkanem
bo ja chcę szaleć
szaleć i szaleć
kochać się
turlać
i targać twe włosy
ssać twego fiuta
i szaleć i szaleć
chcieć a móc
tak mi dziś źle źle źle
tak dobrze czuć się chcę
tak niespokojnie budzę się
a tak dobrze zawsze chcę
dobrą być
z ludźmi żyć
mało pić
tak chcę
tak mi dziś mdło mdło mdło
i wszędzie widzę, czuję zło
już nie chcę płakać i łez kryć
chcę znowu pełnią życia żyć
już daj mi spokój, nie nękaj mnie
już chcę spokoju, nie lękać się
na me życzenie dręczysz mnie
krzywdzisz mnie
od miesięcy nękasz mnie
już nie chcę
odleciało
to wszystko
co między nami trwało
właśnie się rozleciało
przez rozbite serce wyleciało
i w przeszłość odleciało