| Danuta Ring
miscellaneous
jutro
Jakie to dziwne, kochanie
Siedzisz tu za moimi plecami
I mejle sobie wysyłamy
Czy to koniec świata?
Przełom jakiś?
Zarosną nam za trzysta lat aparaty gębowe, a dłonie się o kilka palcy
wzbogacą i staną się jeszcze zwinniejsze?
Wiosna za oknem zabudowana, bo żyjemy w centrum handlowym
Kochanie, nasze dzieci nie mogą wyjść na zewnątrz
Za mocna alergia
Wyjdźmy więc już dziś z tego biura
Niech pobrudzi nas na dworze pęknięta rura
Niech nie będzie sterylnie
Kochanie!
miłość
Wyszedłeś
Po chleb i papierosy
Minęła godzina
Pomyślałam "pewnie spotkał pod sklepem Krzyśka"
Minęła druga
Zdążyłam wydepilować nogi i bikini
Minęła trzecia
Ubrałam się i wyszłam
Może cię napadli
Może leżysz gdzieś pod krzakiem
Pewnie jesteś u Krzyśka
Ale jeśli nie, jeśli nie.. to co?
"Przepraszam Krzysiu, że tak późno dzwonię, ale czy jest u Ciebie Tomek?"
Nie ma
To może w pubie jesteś?
Jesteś!
Skurwysynu!
A ja się tak martwiłam!
"Przecież Ci mówiłem, ale Ty byłaś taka zapatrzona w Bezsenność w Seattle!"
koszmary
usiadłeś koło mnie bez połowy twarzy
resztki włosów nie dawały spokoju Twoim resztkom oczu
ciągnąłeś się po ziemi
gubiąc po kolei kawałki swoich członków
między innymi mnie
która jest Twoją ręką, gdy zagubioną biedronkę przekładasz ze środka
drogi na liść pobocza
mnie, która jest Twoją nogą, gdy biegniesz po plaży ciesząc się z widoku
morza
mnie, która jest skrawkiem Twojej koszuli, falującej na porywistym wietrze,
muskając Twoje muskularne ciało.
nie gub mnie więcej,
nawet we śnie.
powrót
|